Tanie przyczepki rowerowe. Garść praktycznych doświadczeń i informacji
Czasem dostaję pytania o różnice między tanią marketową przyczepką "no-name" a markową. Otóż różnica jest nie tylko w cenie .
Mam kolegę który korzystał z obu. Wypożyczył ode mnie Thule Cross a potem kupił na urlop tanią i niedługo potem ją sprzedawał. Poniżej znajduje się treść oferty, którą zamieścił na jednym ze znanych serwisów z ogłoszeniami. Zapraszam do przeczytania tego "pamiętnika" z krótkiego, ale dość intensywnego doświadczenia przyczepką All4Baby.
Mam kolegę który korzystał z obu. Wypożyczył ode mnie Thule Cross a potem kupił na urlop tanią i niedługo potem ją sprzedawał. Poniżej znajduje się treść oferty, którą zamieścił na jednym ze znanych serwisów z ogłoszeniami. Zapraszam do przeczytania tego "pamiętnika" z krótkiego, ale dość intensywnego doświadczenia przyczepką All4Baby.
Tekst jak na ogłoszenie dość długi, ale jeśli rozważasz zakup przyczepki to warto poświęcić parę minut na lekturę .
Nowy kosztuje niecałe 500. Dlaczego więc za używkę 400? Otóż jest to pojazd z historią. Zrób sobie, potencjalny nabywco, kawę, siądź wygodnie, i posłuchaj.
Przyczepka ma może dwa miechy. Przed wrześniowymi wakacjami mieliśmy dylemat - kupić Thule za dwa koła, pożyczyć Thule za 250 zeta (rabat nam dał znajomy wypożyczacz), bądź nabyć taniość na wyjazd i zbyć po powrocie. Wygrała ostatecznie opcja trzecia, tak więc.. Znaleźliśmy dobrze wyglądający pojazd (czarny metalic, plastifelgi, sprężyny w zawieszeniu też czarne jak po tuningu passata, całość podlana zjadliwiezielonym żarówiastym boczkiem) i pojechałem nabyć. Sprzedający opowiedział że nabył przyczepkę miesiąc wcześniej, przejechał się z nią raz rowerem i dwa razy do przedszkola i uznali z zoną że wolą wózek tradycyjny. Ha, pomyślałem. Mięczaki. Nie każdy da rade dymać rowerem mając na haku przyczepę z gazrury załadowaną blizniorami, plus do tego niezbędny bagaż zapakowany przez żonę w wadze przewyższającej wagę bliźniaków, ale co tam - ja dam radę.
Nabywszy pojazd przystąpiłem do upychania go do auta. Po półgodzinie zabawy w stylu odwrócona Ikea uznałem że starczy i jakoś dam radę upchnąć połowicznie złożony kawał stali bez jednego koła które szczęśliwie dało się zdjąć na tylną kanapę auta żony i przystąpiłem do powrotu.
Dzień później przystąpiłem do nauki składania, rozkładania i obsługi. Joga to przy tym pikuś. Poprzedni właściciel poskręcał całość cokolwiek niechlujnie, w efekcie pierwszej przejażdżki - szczęśliwie jeszcze bez balastu - od przyczepki zaczęły odpadać elementy. Pozbierawszy z ziemi światełka i śrubki wróciłem na hawirę, gruntownie rozłożyłem pojazd i przystąpiłem do fachowego montażu. Większość obecnych rodziców tego nie pamięta, ale, drogi Czytelniku, popytaj dziadków - jeżeli za złych czasów ktoś stał się szczęśliwym posiadaczem talonu na Fiata 126p, opowie Ci na czym polegał ówczesny zakup. Wyjeżdżało się otóż powoli z Polmozbytu orientując na garaż umówionego mechanika, gdzie auto było gruntownie przeglądane i skręcane tam gdzie fabryka zapomniała. W przypadku oferowanego na niniejszej aukcji bolidu miałem podróż do przeszłości, należało otóż zrobić - choć w mniejszej skali - dokładnie to samo.

W efekcie nowy właściciel rakiety zostanie pozbawiony przyjemności samodzielnego odbudowania sprzętu, za to ma pewność że będzie on już działał - z drobnymi wyjątkiem o któm poniżej - jak należy. Udało mi się bowiem:
Zainteresowanych zapraszamy. Po zaakceptowaniu zalet jak wyżej nabywca będzie zadowolony, a rydwan nie ma już nic, czym mógłby negatywnie zaskoczyć.
Przyczepka ma może dwa miechy. Przed wrześniowymi wakacjami mieliśmy dylemat - kupić Thule za dwa koła, pożyczyć Thule za 250 zeta (rabat nam dał znajomy wypożyczacz), bądź nabyć taniość na wyjazd i zbyć po powrocie. Wygrała ostatecznie opcja trzecia, tak więc.. Znaleźliśmy dobrze wyglądający pojazd (czarny metalic, plastifelgi, sprężyny w zawieszeniu też czarne jak po tuningu passata, całość podlana zjadliwiezielonym żarówiastym boczkiem) i pojechałem nabyć. Sprzedający opowiedział że nabył przyczepkę miesiąc wcześniej, przejechał się z nią raz rowerem i dwa razy do przedszkola i uznali z zoną że wolą wózek tradycyjny. Ha, pomyślałem. Mięczaki. Nie każdy da rade dymać rowerem mając na haku przyczepę z gazrury załadowaną blizniorami, plus do tego niezbędny bagaż zapakowany przez żonę w wadze przewyższającej wagę bliźniaków, ale co tam - ja dam radę.
Nabywszy pojazd przystąpiłem do upychania go do auta. Po półgodzinie zabawy w stylu odwrócona Ikea uznałem że starczy i jakoś dam radę upchnąć połowicznie złożony kawał stali bez jednego koła które szczęśliwie dało się zdjąć na tylną kanapę auta żony i przystąpiłem do powrotu.
Dzień później przystąpiłem do nauki składania, rozkładania i obsługi. Joga to przy tym pikuś. Poprzedni właściciel poskręcał całość cokolwiek niechlujnie, w efekcie pierwszej przejażdżki - szczęśliwie jeszcze bez balastu - od przyczepki zaczęły odpadać elementy. Pozbierawszy z ziemi światełka i śrubki wróciłem na hawirę, gruntownie rozłożyłem pojazd i przystąpiłem do fachowego montażu. Większość obecnych rodziców tego nie pamięta, ale, drogi Czytelniku, popytaj dziadków - jeżeli za złych czasów ktoś stał się szczęśliwym posiadaczem talonu na Fiata 126p, opowie Ci na czym polegał ówczesny zakup. Wyjeżdżało się otóż powoli z Polmozbytu orientując na garaż umówionego mechanika, gdzie auto było gruntownie przeglądane i skręcane tam gdzie fabryka zapomniała. W przypadku oferowanego na niniejszej aukcji bolidu miałem podróż do przeszłości, należało otóż zrobić - choć w mniejszej skali - dokładnie to samo.

W efekcie nowy właściciel rakiety zostanie pozbawiony przyjemności samodzielnego odbudowania sprzętu, za to ma pewność że będzie on już działał - z drobnymi wyjątkiem o któm poniżej - jak należy. Udało mi się bowiem:
- Przygotować do użytku przednie kółko. Wymagało to zwiększenia średnicy tulejek przez które przechodzi widelec, gdyż średnica fabryczna uniemożliwiała obracanie kółeczka, i obecnie jest miodzio. Całość przy okazji przesmarowałem i jest prawie jak Thule.
- Przygotować do sprawnego montażu i demontażu boczne koła. Należało im pomóc poprzez nieznaczne zwiększenie średnic tulejek do których wchodzą osie kół, w efekcie czego demontaż kół obecnie da radę zrobić jeden średnio sprawny mężczyzna. Inicjalnie lewe koło ściągalimy ze szwagrem i sąsiad pomagał. Poprawy wymagał też mechanizm blokowania kół po wetknięciu ich do tulejek - fabryka dała zbyt długie bolce zaczepiające wcięcie w osi koła celem jego niewypadnięcia, należało się skrócić bo inaczej oś ni ch..olery nie chciała wyjść z tulejki
- Hamulce. To jest historia..! regulowanie hamulców trwało cały wyjazd. Jak już udało się nam dogadać z linkami i prętami które blokują koło, okazało się że materiał z którego wykonana jest rączka hamulca jest nieodporny na materiał z którego jest wykonana blokada tejże rączki (mechanizm hamowania tak działa), w efekcie taki dynks który miał hamować rączkę starł materiał tejże rączki tam gdzie miał go blokować. Dyskwalifikacja i tandeta. Jak czas pozwoli to jeszcze to poprawię przed sprzedażą.
- Składanie ścianek. Fabruka dała za długi koniec rurki rurki ścianki w jednym miejscu, stąd składanie było nierabialne (za długi koniec uniemożliwiał składanie ścianki tak jak producent chciał żeby ją złożyć; należało urżnąć ~2mm rurki)
- Paski (bo nie pasy) bezpieczeństwa; jeden był niezszyty. Żona pomogła, obecnie w razie kolizji prędzej gazrura się połamie niż pasek oderwie.
- Rura do holowania przyczepki przez rower. Tu było grubo - fabryka dała ciała na dwa sposoby. Po pierwsze mocowanie w które się wtyka rurę (dyszel) było przyspawane krzywo, w efekcie wetknięcie dyszla w mocowanie i podpięcie do roweru sprawiało że przyczepka jechała jakieś 15 cm w bok od osi jazdy roweru. Lipa. Wzięlimy ze szwagrem wygli dyszel. Obecnie przyczepka jedzie pięknie w osi, ino dyszel zamiast dwóch odcinków prostych zgiętych względem siebie w jednym punkcie jest jednym odcinkiem prostym i drugim bananowatym i jest gitara. Drugi natomiast minus to efekt pracy chyba nietrzeźwego projektanta - rzeczony dyszel mocuje się do przyczepki dwiema przelotkami. Luz po montażu jest taki że głowa mała i żenada, w efekcie przyczepka ma tendencje do bujania w dół przy hamowaniu i w górę przy ruszaniu, no ale ponoć dzieciom się to podoba.
Zainteresowanych zapraszamy. Po zaakceptowaniu zalet jak wyżej nabywca będzie zadowolony, a rydwan nie ma już nic, czym mógłby negatywnie zaskoczyć.
Zalety przyczepek Thule
Jeśli dotarłeś do końca tego tekstu i nabrałeś ochoty żeby dowiedzieć się jak wygodnie można używać i przewozić markowe przyczepki dla dzieci Thule, to zapraszam do kontaktu . Alternatywą do zakupu przyczepki może być relatywnie tanie wypożyczenie na dłuższy termin. Mam unikalną na rynku ofertę długoterminowego wypożyczenia przyczepek z bardzo atrakcyjnymi cenami. Posiadam różne modele przyczepek (Lite, Cross, Cab, Sport) i wszystkie możliwe akcesoria dla dzieci i do rozbudowy funkcjonalności przyczepek.
Na zdjęciu poniżej możesz zobaczyć jak można spakować dwuosobową przyczepkę Thule Cross 2 z innymi bagażami. Każdy niech sobie sam odpowie czy to jest wygodniejsze czy przykład z tytułowego zdjęcia ;). Jako rekwizyty w sesji wystąpili:
• przyczepka rowerowa Thule Cross 2
• twarda walizka Samsonite Chronolite Spinner o wymiarach 69 x 48 x 25cm i objętości ~75l
• Hyundai i30 II generacji w wersji kombi.
• przyczepka rowerowa Thule Cross 2
• twarda walizka Samsonite Chronolite Spinner o wymiarach 69 x 48 x 25cm i objętości ~75l
• Hyundai i30 II generacji w wersji kombi.